Winni ekolodzy i bobry?
Powódź. Zapewne tysiąclecia, choć od ostatniej tak dużej upłynęło zaledwie 13 lat. A przy ulewnych deszczach spodziewać się należy jeszcze powtórki. Mnóstwo zatopionych domów, straty liczone w milionach, a winni... ekolodzy i bobry?
Ekolodzy winni zapewne dlatego, że już przy okazji powodzi z 1997 roku twierdzili, że zabudowa terenów zalewowych, regulowanie koryt rzek i degradacja terenów zielonych znacząco przyczyniają się do zwiększenia strat. I co? Dużymi nakładami środków wybudowano trochę wałów przeciwpowodziowych oraz zabudowano wiele terenów zalewowych, a zielonych... spławiono, choć realizacja nawet części ich zaleceń znacząco zmniejszyłaby obecne straty, a do tego nie wymagała jakichś wielkich nakładów inwestycyjnych. Nie wiem jak będzie tym razem. Może w końcu ekologiczne argumenty zostaną potraktowane bardziej serio. Tym bardziej, że jak stwierdza NIK, straty powodziowe rosną w Polsce z każdym rokiem.
Wały – i w ogóle regulacja – chronią przed małą powodzią, ale w razie większej sprzyjają katastrofie. Nie ma wałów dostatecznie wysokich, by woda w którymś miejscu ich nie przerwała – skutki za każdym razem są tragiczne. Regulacja przyspiesza nurt rzeki (zwłaszcza w górnym biegu) i utrudnia jej opanowanie – im szybciej woda płynie, tym bardziej jest niszcząca. A wraz ze zmianami klimatu możemy spodziewać się zwiększenia opadów i gwałtowniejszych powodzi. Wypada w końcu "pójść po rozum do głowy" i przystosować się do przyrody, a nie tylko myśleć jak ją „uregulować”.
Hydrolog dr Janusz Żelaziński przygotował w kwietniu 2010 roku na zlecenie Kancelarii Sejmu ekspertyzę jak ograniczać skutki powodzi. Ekspertyzę tą prezentuje WWF
Najistotniejsze wnioski to:
- system ochrony przeciwpowodziowej w Polsce jest anachroniczny,
- brak „podejścia zlewniowego”, czyli gospodarowania i zarządzania zasobami wodnymi w granicach zlewni rzek,
- po każdej większej powodzi wały są odbudowywane i podnoszone. Nie tylko nie przynosi to pożądanych efektów, ale prowadzi do większych strat podczas następnej powodzi, bo wyższe wały „zachęcają” do nowych inwestycji na zagrożonym terenie.
- Wykorzystywanie rzek dla celów energetycznych i żeglugi, a w szczególności ich regulacja i kaskadowa zabudowa, wybitnie zwiększa zagrożenia powodziowe.
- Tylko działania interdyscyplinarne, prowadzone w skali całej zlewni, a nie jednej gminy czy powiatu, są w stanie istotnie zmniejszyć ryzyko powodzi i ograniczyć ich skutki.
- Nietechniczne działania ograniczające skutki powodzi z reguły są na dłuższą metę bardziej korzystne i trwałe, stąd należy je wspierać. Należy do nich m.in.: - zachowywanie i odtwarzanie roślinności i obszarów leśnych na terenach górskich, podmokłych i łąkowych, - przywracanie zdegradowanych terenów podmokłych, w tym ponowne łączenie rzek z ich terenami zalewowymi, renaturyzacja zdegradowanych cieków, zamienionych w proste kanały o umocnionych brzegach, - odzyskiwanie dawnych terenów zalewowych, - stosowanie map ryzyka powodziowego w planowaniu przestrzennym i powstrzymanie budowania wszelkich obiektów na terenach bezpośrednio zagrożonych.
- Osuszanie bagien oraz likwidacja retencji przez zabudowę, nowe asfaltowe drogi oraz pokryte kostką chodniki i parkingi stoją w sprzeczności z założeniami nowoczesnych programów przeciwpowodziowych.
Nie wiem jak Szanowni Czytelnicy, ale ja mam deja vu: przynajmniej połowę tych wniosków pamiętam jeszcze z 1997...
A bobry? Oskarżanie ich to już zupełne kuriozum. Minister spraw wewnętrznych Jerzy Miller, który przypisał bobrom winę za dziurawienie wałów przeciwpowodziowych, wypowiedział się po prostu na temat, którego nie zna. Od razu znaleźli się też chętni, by uczynić z bobrów kozły ofiarne. Strzelanie do bobrów jest chyba łatwiejsze niż myślenie. Bobry nie kopią nor na suchym lądzie, więc wały przeciwpowodziowe, które normalnie są oddalone od rzek, ich nie interesują. W wałach mogą mieszkać inne gryzonie np. nornice. I wały można przed nimi zabezpieczać np. metalowymi siatkami – tylko że tego akurat nie zrobiono. Za te zaniedbania mają teraz zapłacić bobry. Zastrzelone w okresie, kiedy wychowują młode...
Bobry należy zostawić w spokoju, a nawet czynnie im pomagać, bo one zmniejszają powodzie: bobry zgodnie ze swoją naturą zajmują się tworzeniem małej retencji. Ich tamy spowalniają bieg wody, a rozlewiska zatrzymują ją. Więcej bobrów = słabsze powodzie.

Źródła:
Portal Bobry.pl skupiający ekspertów i naukowców interesujących się bobrami
WWF: Mity powodziowe - bobry atakują
WWF: Hydrolog: nasz system ochrony przeciwpowodziowej jest anachroniczny


Komentarze dla tego wpisu:
Odpowiedz na Wpis:
Musisz się zalogować aby komentować wpisy.